Dla Andrzeja Janickiego Mazur Ełk to znacznie więcej niż klub piłkarski. To pasja, która towarzyszy mu od młodości i której poświęcił znaczną część swojego życia. Przez dziesięciolecia skrupulatnie zapisywał wyniki spotkań, składy drużyn, nazwiska strzelców i statystyki zawodników. Przeszukiwał biblioteczne archiwa, gromadził prasowe wycinki i pamiątki, tworząc niezwykłą kronikę ełckiego sportu.
W roku jubileuszu 80-lecia Mazura Ełk rozmawiamy z Andrzejem Janickim nie tylko o historii klubu, ale przede wszystkim o ludziach, emocjach i wydarzeniach, które przez osiem dekad budowały jego tożsamość. To podróż do czasów, gdy stadion był jednym z najważniejszych miejsc spotkań mieszkańców Ełku, a piłkarze i bokserzy Mazura stanowili dumę miasta.
Mazur świętuje 80-lecie, a Pan dokumentuje jego losy od około pół wieku. Pamięta Pan moment, w którym zwykłe kibicowanie zamieniło się w pasję skrupulatnego notowania każdego meczu i zbierania pamiątek?
Tak w miarę dokładnie to było pod koniec lat 60. Ponieważ mieszkałem na ulicy Orzeszkowej, a bliska rodzina na osiedlu Zatorze, to najkrótsza droga do nich wiodła przez stary stadion. Czasami odbywały się tam mecze, więc zatrzymywałem się popatrzeć na chwilę, potem na dłuższą chwilę, a czasami na cały mecz.
Pierwszy mecz, który utkwił mi w pamięci, to spotkanie 1/32 Pucharu Polski z MZKS Gdynia (obecnie Arka Gdynia), kiedy to Mazur pokonał tę drużynę 5:0 (28.08.1968). Pamiętam, że ten mecz przerwano, bo nastąpiło oberwanie chmury i część kibiców, spośród dwóch tysięcy obecnych, schroniła się pod wiaduktem kolejowym wiodącym w stronę Białegostoku.
Samo spotkanie odbywało się na stadionie przy ulicy Sportowej, który przed II wojną światową był boiskiem klubu Mazovia Lyck, występującego w drugiej lidze (?) Prus Wschodnich.
Jeżeli zaś chodzi o drugą część pytania, to powiem, że zaczęło się od notowania wyników do zeszyciku. Potem to narastało. Zeszyciki zamieniłem na większy format. Prawdziwy rozkwit nastąpił w latach 70. ubiegłego wieku, kiedy to pojawiałem się regularnie na naszym stadionie, jak również jeździłem z piłkarzami lub kibicami na wyjazdy.
Moje dokładne notatki datują się od sezonu 1976/77. Od tego sezonu mam zapisaną liczbę minut, jaką rozegrał dany zawodnik, nie mówiąc już o liczbie rozegranych spotkań czy strzelonych bramkach. Tych grających piłkarzy przez 80 lat uzbierało się ponad pięciuset, a część z nich ma u mnie założoną „kartotekę” z liczbą rozegranych spotkań.
Jeżeli zaś chodzi o zbieranie pamiątek, kiedyś w klubie jedyną dostępną pamiątką była odznaka wpinana w klapę. Od czasu do czasu pojawiały się proporczyki, ale one były przeważnie rozdawane przy okazji meczów ligowych. Potem pojawiły się szaliki, koszulki klubowe i inne pamiątki.
Czym dla powojennej tożsamości Ełku i jego mieszkańców był ten klub przez minione osiem dekad? Jak zmieniała się atmosfera wokół Mazura na przestrzeni tych lat?
Mazur dla naszego miasta był czymś więcej niż klubem. Ten klub zakładali kolejarze i to oni stanowili lokomotywę w jego rozwoju. Wokół niego gromadziła się cała społeczność.
Ełk nie miał rdzennej ludności. Prawie wszyscy mieszkańcy byli napływowi (Grodno, Kowno, Wilno oraz okoliczne miejscowości od strony Białegostoku). Małą część stanowili Mazurzy, za którymi nie bardzo przepadała ówczesna komunistyczna władza.
Co do atmosfery wokół klubu, to nie mogę oczywiście pamiętać, ale podejrzewam, że były to czasy pełne euforii, kiedy założono klub (15.04.1946 – data rejestracji). Wtedy, na fali powojennego entuzjazmu, wszyscy chcieli coś zrobić.
To była wówczas jedyna rozrywka dla ludności. Ludzie spędzali na boisku prawie cały dzień. Piknikowali, opalali się, kąpali się w rzece, a potem czas umilali im grający piłkarze.
Ja z kolei pamiętam lata 70., kiedy to piłkarze i bokserzy mieli się bardzo dobrze i panowała dobra atmosfera wokół klubu. Każdy z uprawiających jakąś dyscyplinę miał jakiś etat (A-26, Zamrażalnia, Zakłady Mięsne, Żelbety). Chodziło się do pracy na dwie, trzy godziny, a resztę dnia można było przeznaczyć na budowanie sportowej formy.
Po roku 1989 to się wszystko diametralnie zmieniło. Dobra atmosfera siadła. Dużo zakładów padło lub zmniejszyło zainteresowanie klubem. Mazur dołował i grał tylko w lidze okręgowej województwa suwalskiego.
Po sezonie 1992/93 awansował do trzeciej ligi międzywojewódzkiej (trzeci stopień rozgrywek krajowych), by po roku spaść z powrotem. Dalekie wyjazdy wykończyły finansowo nasz klub. Wtedy dużej pomocy udzieliło miasto. Dlatego ełcki klub nazywał się nie Kolejowy Klub Sportowy, a Miejski Klub Sportowy Mazur.
Jak w czasach bez internetu wyglądało prowadzenie statystyk? Skąd czerpał Pan składy, strzelców bramek czy minuty z meczów wyjazdowych?
W latach 80. i do połowy lat 90. byłem już bardzo blisko klubu i pełniłem funkcję społecznego kierownika piłkarskiego zespołu. Notowałem wszystko, siedząc na ławce rezerwowych.
Podawało się to potem (aktualny trener, pan Zbigniew Rosołowski, lub ja) do „Gazety Współczesnej”. Tam też ukazywały się składy drużyny, strzelcy bramek i mała notatka opisująca mecz.
Pana archiwum to około 50 lat pracy, ale klub ma 80 lat. Czy w Pana zbiorach znajdują się także „białe kruki” z pierwszych powojennych dekad – lat 40., 50. czy 60.?
Tak, oczywiście. W moich zbiorach znajdują się prasowe wycinki (oczywiście kserokopie) z lat, które Pan wymienił.
W roku 1995 ożeniłem się i moja życiowa droga zawiodła mnie do Białegostoku. W tym mieście swoje pierwsze kroki skierowałem do Wojewódzkiej Biblioteki i wtedy zaczął się prawdziwy boom.
Miałem dostęp do prasy białostockiej od roku 1946. Wszystko, co znalazłem na temat Kolejarza Ełk (ówczesna nazwa naszego klubu – nazwa Mazur obowiązuje od roku 1955), było skrupulatnie kserowane i wklejane na kartki, wkładane w plastikowe koszulki, a następnie umieszczane w segregatorach.
Nazbierało się ich już około setki, mimo że klub rozegrał do dzisiaj siedemdziesiąt osiem sezonów (sezon 2026/27 jest kolejnym – nr 79).
W moich zbiorach znajdują się też notki z meczów, kiedy Mazur grał z drużynami łódzkimi, warszawskimi czy lubelskimi. W tym wypadku jeździłem do Warszawy i korzystałem z zasobów Biblioteki Miasta Stołecznego Warszawy przy ulicy Koszykowej. Tam robiłem to samo co w Białymstoku.
Nie była to era komórek, którymi można było robić zdjęcia danej notatki, dlatego też dźwigało się potężne gazety (format dużo większy niż A3) do kserowania.
Tylko ja wiem, ile to kosztowało pracy i nakładów finansowych. Ale coś w życiu trzeba zostawić po sobie.
Gdyby z okazji 80-lecia powstała wystawa z Pana prywatnej kolekcji, jakie trzy najcenniejsze eksponaty musiałby Pan na niej pokazać?
Nie mam jakichś ulubionych pamiątek naszego klubu. Szczególnym sentymentem darzę prace magisterskie (sześć) i dyplomową (jedną) na temat naszego klubu.
Pierwszym, który podjął się tego zadania, był Edmund Korzeniewski. Jego praca nosiła tytuł „Rozwój Kolejowego Klubu Sportowego Mazur w latach 1946–1976”. Została ona obroniona na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie w roku 1979.
Była to tytaniczna praca. Potem pan Edmund działał w strukturach Mazura i był trenerem pierwszej drużyny. Następnie wyjechał do Stanów Zjednoczonych i tam odnalazł się jako ceniony artysta. Do dziś tworzy piękne grafiki.
Następne prace magisterskie napisali: Jan Ciborowski (1984), Wojciech Dobkowski (były piłkarz, 1991), Paweł Czajkowski (były piłkarz, 2011), Tomasz Tuttas (były piłkarz, 2012) i Krystian Leonik (były piłkarz, 2012).
A pracę dyplomową napisał Ryszard Arciszewski (2000).
Pierwszą pracę na temat ełckiego sportu napisał pan Kazimierz Kulik (nauczyciel z czerwonego ogólniaka). Nosiła ona tytuł „Działalność organizacji kultury fizycznej powiatu ełckiego w latach 1946–1976” (Poznań 1976).
W naszym województwie warmińsko-mazurskim nie ma chyba klubu, o którym powstałoby tyle prac magisterskich.
Co bym jeszcze mógł pokazać? Chyba zbiór moich klubowych szalików z różnych lat (szesnaście na dzień dzisiejszy). Pozostałe pamiątki będą wystawione na naszym jubileuszu.
Który mecz w całej historii wywołał u Pana największe emocje – ten najbardziej pamiętny, dramatyczny lub szalony?
Ciężko coś sobie przypomnieć, jak się obejrzało tyle spotkań u siebie i na wyjeździe. Może jednak wyłuskam coś z pamięci.
Był rok 1976, dokładnie 13 czerwca. Do Ełku zjechała drużyna Rominty Gołdap. Padał ulewny deszcz, kibiców było malutko, ale ta nieliczna grupa była świadkiem wygranej Mazura w stosunku 18:1 (10:0).
Wtedy to nieżyjący już niestety Jan Laszuk strzelił połowę z tych osiemnastu goli. Chciał zostać królem strzelców ligi okręgowej białostockiej i dogonić zawodnika Wigier Suwałki, pana Krzysztofa Ołowniuka. I to mu się udało.
Ale to nie było najwyższe zwycięstwo ligowe naszego klubu. 23 sierpnia 1959 roku odbyło się spotkanie w ramach trzeciej ligi białostockiej Mazur Ełk – Sokół Sokółka, a jego wynik to 19:0 (7:0).
Potem w Ełku, jak przyjeżdżała ta drużyna, to mówiono: „Sokół Sokółka przegra do kółka”, czyli do zera. (Nie byłem na tym meczu, bo miałem niespełna roczek).
Taki szalony mecz Mazur zagrał niedawno. 13.09.2025 w Stawigudzie z miejscowym GKS-em (beniaminkiem ligi), prowadząc do 85. minuty 5:2, zremisował 5:5. Bez komentarza.
Jubileusz to ludzie. Które postacie – piłkarzy, trenerów czy działaczy z cienia – uważa Pan za absolutne legendy, o których dzisiejszy Ełk nie może zapomnieć?
Przez osiemdziesiąt lat przewinęło się przez nasz klub mnóstwo działaczy, trenerów oraz piłkarzy czy bokserów.
Tu trzeba koniecznie wspomnieć, że Mazur nie był klubem jednosekcyjnym, piłkarskim.
Były sekcje szermierki (J. Lebiedziński), wioślarstwa (T. Zemel), koszykówki męskiej i żeńskiej (W. Targoński), siatkówki męskiej (T. Susoł), pływania (M. Krzesiński), tenisa stołowego (M. Arciszewski), szachów (S. Rybicki), piłki ręcznej męskiej (R. Jankowski), no i oczywiście sekcja bokserska, która od lat 90. działa jako sekcja autonomiczna pod nazwą Miejski Klub Bokserski Mazur Ełk.
Tadeusz Bieryło to człowiek, który od lat wszystko scala i trzyma twardą, bokserską ręką. To on wynalazł i oszlifował wielki talent kobiecego boksu – Natalię Kuczewską.
Inni wybitni bokserzy to przede wszystkim Leszek Błażyński (dwukrotny medalista olimpijski, ale już nie w barwach Mazura), Józef Kuderski, Jan Żyliński, Tadeusz Bieryło, Ryszard Krzywosz, Grzegorz Jabłoński (olimpijczyk, ale już nie w barwach Mazura) i Marek Kaszkiel.
A trenerzy boksu to między innymi Edward Lermer, Jerzy Gulbiński, Tadeusz Bubienko i wspomniani powyżej byli zawodnicy – Tadeusz Bieryło czy Jan Żyliński.
Jeśli zaś chodzi o działaczy, trenerów i piłkarzy, to lista jest długa. Może więc ograniczę się do trzech nazwisk w każdej grupie.
Działacze: Jerzy Holiczer, Mieczysław Dołgoszej, Ryszard Nolko (pominiętych przepraszam).
Trenerzy: Stefan Marcinkiewicz (zawodnik i trener), Andrzej Zientarski (zawodnik i trener), Andrzej Kisiel (pominiętych przepraszam).
Jeżeli zaś chodzi o piłkarzy, to jest duży kłopot, ale spróbuję. Dwóch powyżej już wymieniłem, a ta trójka moim zdaniem to: Mieczysław Chrzanowski, Mirosław Konopka i Romuald Karpowicz (najlepszy napastnik z lat 60., który zdobył ponad 120 bramek).
I jeszcze jedno muszę dodać – to Bartłomiej Wierzbicki. Zdobył on 136 bramek w 173 meczach (skuteczność 78,6%).
Przez 80 lat klub miewał wielkie wzloty, ale też bolesne kryzysy i spadki. Co przez te wszystkie dekady dawało Panu siłę, by trwać przy zespole bez względu na ligę i wyniki?
Tak jakoś wyszło.
Przez ponad trzydzieści lat mieszkania w Białymstoku oczywiście sympatyzowałem z Jagiellonią, ale od czasu do czasu wpadałem na ełcki stadion i jeździłem na wyjazdy pokibicować, no i oczywiście ponotować składy.
A kiedy nie mogłem, dużej pomocy udzielał mi Janek Bałkowski, który był kierownikiem drużyny przez ponad dwadzieścia lat i oddanym działaczem.
Zgromadził Pan wiedzę, jakiej nie ma nikt inny w mieście. Czy myśli Pan o wydaniu monografii Mazura lub przekazaniu tych archiwów do miejskiej izby pamięci?
Monografia o naszym klubie powstała na 60-lecie klubu. Mają ją nieliczni. Była wydrukowana w stu egzemplarzach.
Drukowana została tuż przed obchodami i ma dużo niedociągnięć. Czas to poprawić i dopisać następne dwadzieścia lat.
Najgorsze jest to, że mam różne koncepcje. Muszę porozmawiać ze sobą i coś zdecydować.
W tym roku już nie zdążę, ale w przyszłym trzeba znaleźć sponsora na wydanie i jechać do przodu. Będzie najwyżej rok opóźnienia.
Jeżeli chodzi o przekazanie tego wszystkiego, to mam w planach przekazać segregatory do Archiwum Państwowego (oddział w Ełku). Na razie dałem im do skanowania lata 1946–1959. Dalsza część w przygotowaniu.
Czego z okazji 80. urodzin życzy Pan Mazurowi i samemu sobie – i gdzie widzi Pan klub za kolejne 20 lat, na stulecie?
Mazurowi życzę stabilizacji finansowej, sportowej i gry w wyższej klasie rozgrywkowej niż czwarta liga.
A widzę go może kiedyś na stadionie przy ulicy Sportowej, z małym klubowym budynkiem, szatniami i oświetleniem. Tam zaczęła się historia i warto wracać do korzeni.
Ten stadion po drugiej wojnie był całkowicie pod wodą, bo zburzono most kolei wąskotorowej, co spowodowało spiętrzenie wody i zalanie całego boiska.
Dlatego też, dopóki nie udrożniono rzeki, Kolejarz (dzisiejszy Mazur) pierwsze swoje mecze rozgrywał na targowicy, która mieściła się przy ulicy Gdańskiej.
Sobie zaś życzę, aby ktoś kontynuował to, co teraz robię. Zdaję sobie sprawę z tego, co zrobiłem, i dopóki jestem i w miarę dobrze funkcjonuję, będę się w to bawił.
Gdzie będzie klub za 20 lat, na stulecie? Chciałbym, żeby działał sprawnie, ze swoją siedzibą i rzeszą wiernych kibiców, którzy może w tej chwili się rodzą i będą z klubem na dobre i na złe.
Chciałbym być też na stuleciu. Będę miał 88 lat. Może się uda.
Dziękuję, że mogłem się wypowiedzieć. Myślę, że trochę naświetliłem historię Mazura, a wszystkich zapraszam na jubileuszowe obchody do Ełckiego Centrum Kultury 18 listopada 2026 roku o godzinie 17:00, w sali Zebra.
Zapraszamy wszystkich! Obchody są dla wszystkich chętnych!
Dodaj komentarz